Kiedyś były tylko pierogi ruskie, z mięsem albo zkapustą i grzybami.
Później pojawiły się pierogi ze szpinakiem. Trudno je zrobić, żeby były wyśmienite.
Wpadłam kiedyś na pomysł, żeby zrobić sobie taką oto wycieczkę sobotnią: wybrać bar mleczny, w którym podają pierogi ze szpinakiem (nie w każdym, ale np. w Krakowie na Daszyńskiego jest taki) oraz jakąś knajpę z trdycjami, w której też podają. Dajmy na to - Wierzynek.
I jednego dnia iść po kolei do tych dwóch miejsc, zamówić sobie pierogi ze szpinakiem i zrobić taką wycieczkę kulinarno-estetyczno-społeczną.
Kulinarną i estetyczną, bo warto ocenić na przyklad:
Twardość i miękkość ciasta pierogowego;
Smak nadzienia (słoność, zawartość czosnku, zawartość jajka lub innych dodatkow i przypraw);
Proporcje ilościowe między ciastem, a nadzieniem;
Temperaturę podania;
Towarzyszący sos (np. maślany lub czosnkowo-jogurtowy);
Ilość pierogów;
Wielkość pierogów;
Wygląd dania postanwionego przed nosem, przed jego napoczęciem;
Dobór talerza - biały czy z ornamentami; jaki duży;
To, że wycieczka ma charakter poznawczo-społeczny wynika z zupełnie odmiennej klienteli obu posiłkowni. Można się pokusić o obserwacje tego, jak wystrój lokalu, obsługa i goście wpływają na odbior smakowo-estetyczny podanych pierogów.
Dlaczego wybrałam akurat pierogi ze szpinakiem?
Bo paleta odcieni smaków między doskonałymi, a paskudnymi, jest, w przypadku tych pierogów szalenie bogata i stosunkowo łatwa do badania językiem i okiem.
pomysł:
popołudniowa wycieczka do baru mlecznego
i do eleganckiej restauracji, celem spróbowania tego samego dania
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz