Znów myszkuję po domu, poszukując metody na dalsze oczyszczenie przestrzeni. Tym razem padło na segregatory z gromadzonymi artykułami. Upatrzyłam sobie jeden. Kiedyś pisałam o prawnych aspektach reklamy i mam cały segregator materiałów, sprzed 10- 12 lat. Zadaję na głos pytanie:
Czy będę jeszcze kiedykolwiek pisać o reklamie?
A jeśli tak, to czy użyję tych materiałów?
Pierwszego nie wykluczam - reklama fascynuje mnie jako komunikat. Poza tym mam klientow, którzy się reklamują i potrzebują oka prawnika, które śledzi ich poczynania, aby nie naruszyli prawa. Łatwo sobie mogą zrobić prawne kuku kontrowersyjną reklamą.
Co więc mam zrobić z segregatorem? Kiedyś pomyślalam o tym, że warto fotografować rzeczy, które chce się pamiętać, ale nie chce się zatrzymać. Jakieś ulubione ubrania, których się więcej nie włoży czy przestrzenno-lubne przedmioty, które, powołując się na to, że są pamiątkami, zżerają mi miejsce i każą się przestawiać z kąta w kąt.
To dobra polityka działania, ale nie sprawdza się wobec tekstu. Chyba, że chodzi o cyfrowe archiwa dokumentów, w miejsce ich papierowych odpowiedników - to tak. Lecz te artykuły potraktować postanowiłam inaczej. Przeczytam je. I wynotuję, eksperymentalnie, tutaj, tylko to, co chcę zachować w formie cytatu. Zaś segregator zniknie z mojej przestrzeni robiąc czyste miejsce.
To dobra polityka działania, ale nie sprawdza się wobec tekstu. Chyba, że chodzi o cyfrowe archiwa dokumentów, w miejsce ich papierowych odpowiedników - to tak. Lecz te artykuły potraktować postanowiłam inaczej. Przeczytam je. I wynotuję, eksperymentalnie, tutaj, tylko to, co chcę zachować w formie cytatu. Zaś segregator zniknie z mojej przestrzeni robiąc czyste miejsce.
Zaczynam:
REKLAMA cyfrowy kuferek informacji:
W wycinku z Profitu mam informację, że Ludźmi Roku 2003 zostali Kot Przybora i Iwo Zaniewski - twórcy PZL, kretatywnej agencji reklamowej. Mówili m.in., że:
"Przekaz musi poruszać. Przecież ludzi nie wzrusza fakt, że coś jest bezpieczne, albo korzystne. To jest po prostu informacja, a ta nie dziala na wyobraźnię". [1]
"Popełniliśmy poważny błąd przy kampanii farby Polifarbu. Wymyśliliśmy zabawną muchę w okularach przeciwsłonecznych [ktorą oślepia blas bijący od ściany pomalowanej na biało - red.]. Zapomnieliśmy o jednej reczy: mucha kojarzy się z brudem. Nie zrobiliśmy na ten temat badań, ktore zwykle takie wpadki eiminują. To był błąd i tego klienta już nie mamy". [2]
"Byliśmy dumni (...) z reklamy do ktorej Kot napisał tekst "Mariola o kocim spojrzeniu". Ludzie dzwonili do radia, żeby ją częśćiej puszczać". [3]
Zapytani o reklamę Żubra, czy ją wymyślili:
"Nie, Magda Goll, ktora jest u nas kimś w rodzaju dyrektora kreatywnego. Wymyśliła, że żubry stosją sobie w lesie i mruczą partyzanckie piosenki. I tyle. Nic więcej nie trzeba było do tego dodawć, bo gdybyśmy nie daj Boże, zaczęli do tego pomysłu dodawać, to powstalo by coś, co na nikim nie robi żadnego wrażenia". [4]
"Gdy ja zaczynałem, to dzialały mi na wyobraźnię reklamy Levis'a. Np. taka, gdzie facet w dżinsach skacze do jednego bazenu, do drugiego i jeszcze do następnych i pojawia się hasło, że im częściej pierzesz, tym są lepsze. Piękny obraz, trochę surrealistyczny". [5]
Z innego artykułu:
Z innego artykułu:
Reklama, informując, oszczędza koszty konsumentów na poszukiwanie informacji. Dlatego konsumenci akceptują wzrost ceny towaru spowodowany uwzględnieniem kosztow reklamy. Psychologowie przekonują, że opór odbiorcy wobec perswazji jest mniejszy, gdy uwaga jest rozproszona. Dlatego lepiej prezentować więcej niekonkretnych informacji, niż rzeczowy argument, ktory może przekonać, a nie musi. W miejsce rzeczowości lepsze są powtórzenia. [6]
Przeregulowanie powoduje, że bezpieczeń używać sformułowań nieprecyzyjnych i nic nie mówiących. "Takiego rozwoju sytuacji można się spodziewać obserwując doświadczenia rynku reklamy w USA. Prowadzone przez 20 lat badania wykazały, że im większa aktywność Federalnej Komisji Handlowej (FTC) w zakresie regilacji tego rynku, tym mniej informacji w reklamach. Szczegolnie wyraźnie dało się to zaobserwować od momemntu kiedy wprowadzono przepis, na mocy ktorego już nie FTC miała - jak dotychczas - udowodnić reklamodawcy winę (tj. kłamstwo w reklamie), ale to on musiał zawczasu przedstawić dowody swej niewinności (czyli prawdziwości zawartych w reklamie twierdzeń). (...) Wielu producentow wolało po prostu zrezygnować z używania w swoich reklamach konkretnych informacji na rzecz sformulowań bardziej ogolnych". [7]
c.d.n.
[1] Iwo Zaniewski, Profit, marzec 2004 s. 34
[2] Kot Przybora, Profit, marzec 2004, s. 34
[3] Iwo Zaniewski, op. cit.
[4] Kot Przybora, op. cit. s. 35
[5] Iwo Zaniewski, op. cit. s. 35
[6] por. Przemysław Zbierski, "Argumenty kontra emocje". Gazeta Prawna nr 231 (836) z 29.11 - 01.12 2002 r., s. 22
[7] Przemysław Zbierski, op. cit.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz