sobota, 13 grudnia 2014

REKLAMA cyfrowy kuferek informacji

Znów myszkuję po domu, poszukując metody na dalsze oczyszczenie przestrzeni. Tym razem padło na segregatory z gromadzonymi artykułami. Upatrzyłam sobie jeden. Kiedyś pisałam o prawnych aspektach reklamy i mam cały segregator materiałów, sprzed 10- 12 lat. Zadaję na głos pytanie: 
 
Czy będę jeszcze kiedykolwiek pisać o reklamie?
A jeśli tak, to czy użyję tych materiałów?
 
Pierwszego nie wykluczam - reklama fascynuje mnie jako komunikat. Poza tym mam klientow, którzy się reklamują i potrzebują oka prawnika, które śledzi ich poczynania, aby nie naruszyli prawa. Łatwo sobie mogą zrobić prawne kuku kontrowersyjną reklamą.
 
Co więc mam zrobić z segregatorem? Kiedyś pomyślalam o tym, że warto fotografować rzeczy, które chce się pamiętać, ale nie chce się zatrzymać. Jakieś ulubione ubrania, których się więcej nie włoży czy przestrzenno-lubne przedmioty, które, powołując się na to, że są pamiątkami, zżerają mi miejsce i każą się przestawiać z kąta w kąt.
To dobra polityka działania, ale nie sprawdza się wobec tekstu. Chyba, że chodzi o cyfrowe archiwa dokumentów, w miejsce ich papierowych odpowiedników - to tak. Lecz te artykuły potraktować postanowiłam inaczej. Przeczytam je. I wynotuję, eksperymentalnie, tutaj, tylko to, co chcę zachować w formie cytatu. Zaś segregator zniknie z mojej przestrzeni robiąc czyste miejsce.
 
Zaczynam:
 
REKLAMA cyfrowy kuferek informacji:
 
W wycinku z Profitu mam informację, że Ludźmi Roku 2003 zostali Kot Przybora i Iwo Zaniewski - twórcy PZL, kretatywnej agencji reklamowej. Mówili m.in., że:
 
"Przekaz musi poruszać. Przecież ludzi nie wzrusza fakt, że coś jest bezpieczne, albo korzystne. To jest po prostu informacja, a ta nie dziala na wyobraźnię". [1]
 
"Popełniliśmy poważny błąd przy kampanii farby Polifarbu. Wymyśliliśmy zabawną muchę w okularach przeciwsłonecznych [ktorą oślepia blas bijący od ściany pomalowanej na biało - red.]. Zapomnieliśmy o jednej reczy: mucha kojarzy się z brudem. Nie zrobiliśmy na ten temat badań, ktore zwykle takie wpadki eiminują. To był błąd i tego klienta już nie mamy". [2]
 
"Byliśmy dumni (...) z reklamy do ktorej Kot napisał tekst "Mariola o kocim spojrzeniu". Ludzie dzwonili do radia, żeby ją częśćiej puszczać". [3]
 
Zapytani o reklamę Żubra, czy ją wymyślili:
"Nie, Magda Goll, ktora jest u nas kimś w rodzaju dyrektora kreatywnego. Wymyśliła, że żubry stosją sobie w lesie i mruczą partyzanckie piosenki. I tyle. Nic więcej nie trzeba było do tego dodawć, bo gdybyśmy nie daj Boże, zaczęli do tego pomysłu dodawać, to powstalo by coś, co na nikim nie robi żadnego wrażenia". [4]
 
"Gdy ja zaczynałem, to dzialały mi na wyobraźnię reklamy Levis'a. Np. taka, gdzie facet w dżinsach skacze do jednego bazenu, do drugiego i jeszcze do następnych i pojawia się hasło, że im częściej pierzesz, tym są lepsze. Piękny obraz, trochę surrealistyczny". [5]

Z innego artykułu:
 
Reklama, informując, oszczędza koszty konsumentów na poszukiwanie informacji. Dlatego konsumenci akceptują wzrost ceny towaru spowodowany uwzględnieniem kosztow reklamy. Psychologowie przekonują, że opór odbiorcy wobec perswazji jest mniejszy, gdy uwaga jest rozproszona. Dlatego lepiej prezentować więcej niekonkretnych informacji, niż rzeczowy argument, ktory może przekonać, a nie musi. W miejsce rzeczowości lepsze są powtórzenia. [6] 
 
Przeregulowanie powoduje, że bezpieczeń używać sformułowań nieprecyzyjnych i nic nie mówiących. "Takiego rozwoju sytuacji można się spodziewać obserwując doświadczenia rynku reklamy w USA. Prowadzone przez 20 lat badania wykazały, że im większa aktywność Federalnej Komisji Handlowej (FTC) w zakresie regilacji tego rynku, tym mniej informacji w reklamach. Szczegolnie wyraźnie dało się to zaobserwować od momemntu kiedy wprowadzono przepis, na mocy ktorego już nie FTC miała - jak dotychczas - udowodnić reklamodawcy winę (tj. kłamstwo w reklamie), ale to on musiał zawczasu przedstawić dowody swej niewinności (czyli prawdziwości zawartych w reklamie twierdzeń). (...) Wielu producentow wolało po prostu zrezygnować z używania w swoich reklamach konkretnych informacji na rzecz sformulowań bardziej ogolnych". [7]
 
c.d.n.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
[1]  Iwo Zaniewski, Profit, marzec 2004 s. 34
[2] Kot Przybora, Profit, marzec 2004, s. 34
[3] Iwo Zaniewski, op. cit.
[4] Kot Przybora, op. cit. s. 35
[5] Iwo Zaniewski, op. cit. s. 35
[6] por. Przemysław Zbierski, "Argumenty kontra emocje". Gazeta Prawna nr 231 (836) z 29.11 - 01.12 2002 r., s. 22
[7] Przemysław Zbierski, op. cit.
 

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Bar mleczny i Wierzynek

Kiedyś były tylko pierogi ruskie, z mięsem albo zkapustą i grzybami.
Później pojawiły się pierogi ze szpinakiem. Trudno je zrobić, żeby były wyśmienite.
Wpadłam kiedyś na pomysł, żeby zrobić sobie taką oto wycieczkę sobotnią: wybrać bar mleczny, w którym podają pierogi ze szpinakiem (nie w każdym, ale np. w Krakowie na Daszyńskiego jest taki) oraz jakąś knajpę z trdycjami, w której też podają. Dajmy na to - Wierzynek.
I jednego dnia iść po kolei do tych dwóch miejsc, zamówić sobie pierogi ze szpinakiem i zrobić taką wycieczkę kulinarno-estetyczno-społeczną.
 
Kulinarną i estetyczną, bo warto ocenić na przyklad:
 
Twardość i miękkość ciasta pierogowego;
Smak nadzienia (słoność, zawartość czosnku, zawartość jajka lub innych dodatkow i przypraw);
Proporcje ilościowe między ciastem, a nadzieniem;
Temperaturę podania;
Towarzyszący sos (np. maślany lub czosnkowo-jogurtowy);
Ilość pierogów;
Wielkość pierogów;
Wygląd dania postanwionego przed nosem, przed jego napoczęciem;
Dobór talerza - biały czy z ornamentami; jaki duży;
 
To, że wycieczka ma charakter poznawczo-społeczny wynika z zupełnie odmiennej klienteli obu posiłkowni. Można się pokusić o obserwacje tego, jak wystrój lokalu, obsługa i goście wpływają na odbior smakowo-estetyczny podanych pierogów.
 
Dlaczego wybrałam akurat pierogi ze szpinakiem?
 
Bo paleta odcieni smaków między doskonałymi, a paskudnymi, jest, w przypadku tych pierogów szalenie bogata i stosunkowo łatwa do badania językiem i okiem.
 
pomysł:
 
popołudniowa wycieczka do baru mlecznego
i do eleganckiej restauracji, celem spróbowania tego samego dania

wtorek, 8 lipca 2014

Pomysł na brak czasu i brak wiedzy

Dzisiaj będzie pomysł krótki, ale trzeba być twardym, żeby go zrealizować (podobno).
 
Otóż:

Nie masz czasu?
Prześladuje Cię przypisywana Sokratesowi myśl: "Wiem, że nic nie wiem"?

Wyrzuć z domu telewizor.
Zyskasz niewiarygodną ilość czasu.
A wiedzy... że fiu fiu.... 
 
 
W pokoju, w którym stał telewizor ustaw półki: kup, zamów, zbij. Od podłogi do sufitu, oszczędzając tylko otwory na drzwi i okno. Jeśli masz wiele książek, odetchniesz, że wreszcie mogą stać w pojedyńczych rzędach, a nie ścieśnione po dwa rzędy.
Jeśli masz niewiele, puste półki wkrótce Cię sprowokują do buszowania w księgarniach, w antykwariatach, na allegro i w merlinie albo amazonie.
 
Wieczorami, kładąc się spać, zamiast kląć, że znów zmarnowałeś czas, bo dałeś się wciągnąć przez tv, będziesz zatanawiać się, jakże skończy się ta powieść, ktorą zacząłeś albo dziwić się, że fizyka kwantowa może tak fascynować (jeśli jesteś humanistą, który akurat przeczytał "101 kwantowych pytań. Wszystko, co chcielibyście wiedzieć oświecie, którego nie widać", Kenneth'a W. Frod'a).
 
Komornik gminny przyszedł ostatnio pobrać za mandaty mężowskie za zeszły rok. Kiedy sobie tak gawędziliśmy przy kawce w kuchni, jak usłyszał, że nie mamy tv i że wieczorami siedzimy w bibliotece pełnej książek przy lampce wina lub szklaneczce wisky, powiedział:
 
"Takich ludzi już nie ma".

I nie miał na myśli sączenia drinków.
Tylko ten brak tv.
I ten niebrak książek, czytanych do nocy.

 
Nb komornikowi warto takie rzeczy zakomunikować.  Gdyby, nie daj Bóg, chciał nas kiedyś za coś licytować, to mu się przypomni, że nie ma sensu: "Panie, co tu licytować? W tym domu nawet telewizora nie ma".

....
 
"Takich ludzi już nie ma".
A może jednak są?
 
 
pomysł:
 
"Wyrzucić telewizor, przeznaczyć cały pokoj na bibliotekę"

poniedziałek, 7 lipca 2014

Whiskas dla Promotora

Dzisiaj będzie coś dla promotorów prac magisterskich.
 
Co zrobić, gdy ex-seminarzyści w przeddzień obrony prac magisterskich przepuszczają pieniądze na kwiaty (człowiek targa bukiety potem, na co mu, na miły Bóg, te piękne kwiaty...) lub słodycze (są teraz takie śliczne, drogie, tuczące kosze w sprzedaży).
A niektórzy ex-se wpadną jeszcze na pomysł z jakimś ekstrawaganckim przedmiotem... I dochodzi do sytuacji, gdy wśród uśmiechów po obronie człowiek musi się wdawać w niezręczną dyskusję dotyczącą odmowy przyjęcia prezentów.
 
Wpadłam na pomysł.
 
Zapowiedziałam seminarzystom, że kwiatów i prezentów przynosić nie wolno, bo będą stanowczo nieprzyjęte.

A propos odmowy, przypomniał mi się fragment z filmu "Zmruż oczy", gdy bohater grany przez Zamachowskiego odmawia podpisania przyjęcia pisma dotyczącego zwolnienia go z pracy. Na co pracodawca:
-   Ale Pan nie może tego nie podpisać!
-  Właśnie nie podpisalem. Mam jeszcze raz nie podpisać?

Natomiast, mówię im, jeśli ktoś z ex-se źle się będzie czuł z tym niekupowaniem, to niech dokona wpłaty na Krakowskie Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt. A żeby nie było mu "pusto" w rękach po obronie, niech mi przyniesie kartkę pocztową ze zwierzątkiem.
 
Najpierw z trudem, wolniutko, ale zaczęło działać. Oczywiście umieram z ciekawości, czy ex-seminarzyści rzeczywiście podokonywali wpłat, czy narysowali kółko na czole na zasadzie: "nie chce kwiatów, to nie".
 
Niechby inni promotorzy, jeśli nie zależy im na kwiatach, a dostają, zaproponowali to samo rozwiązanie. W ramach akcji "Whiskas dla Promotora".
 
Podaję namiary:
  
Schronisko dla bezdomnych zwierząt
prowadzone przez Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami
ul.Rybna 3, 30-254 KRAKÓW
tel./fax: 12 429-74-72 , 12 429-92-41
e-mail:
biuro@schronisko.krakow.pl

konto bankowe :
BANK ZACHODNI WBK S.A. 
34 1500 1487 1214 8009 4973 0000
Wpłaty można także dokonać online:
 
To co? Akcja?:)
 
pomysł:
 
"Whiskas dla Promotora"
 
 
 ___________________
nie mam żadnych osobistych ani biznesowych związków ani ze schroniskiem, ani z producentem karmy "Whiskas" - pomysł jest opisany w swoim rzeczywistym kształcie, a "Whiskas" pasował mi do tytułu. Puszki dla kotów kupuję najczęściej akurat innej marki. Choć slogan "Są powody do mruczenia" jest genialny:)
 
 
 
 

środa, 11 czerwca 2014

Czerwony Spinacz, Niebieski Spinacz

Tym razem opiszę cudzy pomysł, ktory mnie "ze wrzechmiar" przekonuje. To Czerwony Spinacz. Kyle MacDonald postanowił zainicjować szereg wymian, tak aby startując z czerwonym spinaczem zakończyć ciąg transakcji stając się właścicielem domu.
 
Otóż wymianił:
 
czerwony spinacz na długopis w kształcie ryby
długopis na gałkę do drzwi szafy
galkę na  turystyczną kuchenkę gazową
kuchenkę na prądnicę
prądnicę na neon reklamowy, pustą beczkę i zobowiązanie do napełnienia jej piwem.
ten ostatni pakiet rzeczy i usług na skuter śnieżny
 
Tu nastąpił przełom, ponieważ jego kontrahent pochwalił się wymianą na antenie telewizji, co spowodowało, że transkacja została sfinalizowana w obecności prezenterów CNN.
 
Od tego czasu transakcjom towarzyszyły media.
 
Co prawda Kyle ogłaszał, że pojedzie wszędzie, by dokonać korzystnej wymiany, jednak poczynił pewne zastrzeżenie: że nie pojedzie do Yahk (wioska na zachodnim wybreżu Kanady).
 
Oczywiście w odpowiedzi otrzymał ofertę sfinansownaia wycieczki do tej wioski, z atrakcjami. Tę ofertę wymianił na ciężarowkę.
 
Ciężarówkę na kontrakt nagraniowy
kontrakt na roczny wynajem domu w Phoenikx
wynajem na wieczór z Alice Cooperem
wieczór na szklaną kulę zespołu Kiss
kulę - wskutek oferty kolekcjonera - na rolę w filmie
rolę na... dom w Saskatchewan w Kanadzie
 
Czerwony spinacz jest symbolem nadziei na to, że każde marzenie można spełnić.
 
Co można zrobić z tą nadzieją?
Albo powielić projekt i zacząć wymianiać Niebieski Spinacz na Lamborghini.
Albo wymyślić swój odpowiednik projektu Czerwony Spinacz.
 
Kto z Was tego dokonał?
 
pomysł:
 
"Zamienić niebieski spinacz na Lamborghini
lub ..."


___________
bazowałam na:
1. www.redpaperclip.com
2. artykule Magdaleny Godlewskiej "Mam czerowny spinacz i nie waham się go użyć", opublikowanym w FOCUS.PL, w listopadzie 2006 r., s. 34

czwartek, 1 maja 2014

Pierwszą rybę nazwałam Abel Abraham

Wyłowiłam z sieci ofertę rozrywkową: "ekstremalny rejs łowiecki - połów dorszy". Darłowo. Kupiłam dla siebie i męża oraz pary znajomych. Jedziemy na jeden dzień.
To dość ekstremalne, rzeczywiście, jechać z Krakowa do Darłowa, czyli z samego południa na samą północ, na jeden dzień...
 
Nad morzem nocujemy przed rejsem u tego samego Człowieka, który organizuje połów na kutrze. Sama doradził, żeby wziąć kuter, a nie wielką turystyczną taką łódź wielką. Jest nas może z 10 osób. Dostajemy wędki. Pierwszy raz widzę RZECZ z bliska. Mam nadzieję, że ktoś mnie nauczy TO obsługiwać, bo inaczej ryby będą pękać ze śmiechu.
 
Wschód słońca oczywiście boski, lekka mgła wolno siada na wodzie, kiedy wypływamy.
Pełne morze, łodź spokojnie faluje: góra - dół. Stoję w lekkim rozkroku i staram się dostosować do rytmu. Słońce trzaska promieniami o fale. Gdyby ktoś miał wątpliwości, czy Bóg istnieje, to ten widok byłby dość przekonywujący na "tak".

Zatrzymujemy się, silnik nie ciągnie. Będzie łowienie. Jesteśmy podekscytowani. I ci, co pierwszy raz i stali bywalcy, choć to dwa różne odcienie podniecenia. Ktoś mi pokazuje, jak działa wędka. Nie zdradzę tu tajemnicy, jak. Trzeba samemu zobaczyć.

W pewnej chwili ktoś mi mówi, z doświadczonych, żebym ciągnęła, bo mam rybę. Pierwsza na łodzi! Wyciągam, nie upuścilam, choć dawali mi do zrozumienia, że może mi się wymknąć, że zahaczona, to jeszcze nie złapana. JEST! Ktoś z fachowców mi ją odczepia z haczyka. MOJA pierwsza ryba w życiu. Póki jeszcze żywa, muszę ją nazwać. Lubię nazywać swoje zwierzęta i rośliny. Te ostatnie pod warunkiem, że są mięsożerne. Przychodzi mi na myśl, nie wiem czemu: Abraham. Nie, za poważnie. Zlagodzę drugim imieniem: Abel.
Moja pierwsza ryba w życiu, ma na imię Abel Abraham...


 
POMYSŁ:
 
"Ekstremalny, ośmiogodzinny rejs łowiecki"

środa, 23 kwietnia 2014

Ratunek dla wypalonego copyrightera

Jeśli wypalony copywriter ma dziecko w wieku lat od 3 do 5, to wystarczy, że zostanie z nim w domu na dwa dni. Jeśli nie ma, niech wypożyczy, ukradnie, zaopiekuje się. Rodzice malca przyjmą wolny wieczór z radością (może z wyjątkiem tego ukradzionego).
Po co? Bo dziecko uczy z powrotem myślenia inaczej. "W poprzek". Tego, czego potrzebuje copyrighter.
- Zosiu, co rysujesz? –  przedszkolanka do 3,5-latki
- Pana Boga
- Ale nikt nie wie, jak wygląda Pan Bóg
- To zaraz będą wiedzieli
 
***
 
- Tato, kup mi ten samochodzik!... I jeszcze ten! - 3-latek
- Kupię Ci jeden, po co Ci dwa?
- Bo jeden to się będzie czuł samotny
 
***

Jan Nowicki w jednym z wywiadów opowiadał, że jak był małym chłopcem, całował różne przedmioty - podłogi, mury, rowery, drezwa, za małe pieniądze. Był z tego znany w miasteczku. Eleganccy panowie stali przed kosiciołem i mowili: "A tego nie pocałujesz". A on: "Pocałuję". "Muru nie pocałujesz". Calował mur. "Ale buta to już nie pocałujesz". "Za 10 złotych pocałuję". I całował but. Powiedział, że do dziś pamięta wiśniowy, piękny but z cholewami, ktory pocalował... (1)

***
Trzeba łapać te chwile, bo dzieci szybko logicznieją. Staś, prawie cztery lata. Przyjechała nowa szafa, ze szklanymi drzwiami, do domu babci.
 
- Stasiu, nie dotykaj szafy, bo pobrudzisz .
- No to co to za szafa, jak jej nie można dotykać??! (2)
 
 
Pomysł dla copyrightera:
 
"Pogadać z dzieciakiem"
 
 ---------
(1)
Cytowana opowieść Jana Nowickiego pochodzi z wywiadu przeprowadzonego przez Beatę Nowicką, opublikowanego w Gali nr 13, 2012 r. s. 35
(2)
Ta refleksja była poprzedzona popularnym przekleństwem, ponieważ Staś był na typowym dla dzieci w tym wieku etapie błyskawicznego wychwytywania przekleństw z dowolnego fragmentu rzeczywistości, np. ze słów mamrotanych przez pijaczka pod budką z piwem, obok której Staś przechodził z mamą. Babcia Stasia oniemiała z oburzenia, nie tyle odnośnie trafnej refleksji, co właśnie wobec tegoż incydentu z przekleństwem, a obecny przy tym dziadek Stasia wyszedł z pokoju dusząc się ze śmiechu. Nie chciał, żeby wnuk zobaczył tę reakcję, bo zapewne spowodowala by zintensyfikowanie eksperymentow z przekleństwami.